Piłkarska fuzja nad Zalewem Szczecińskim. Tuż przy polskiej granicy powstaje nowy klub

Na pewno czasami macie takie wewnętrzne odczucie, że głos nie zgadza Wam się z twarzą. Przykładów nie trzeba zresztą szukać daleko. Ja – jako szczecinianin – mogę sięgnąć chociażby po kultowy w pewnych kręgach film „Młode wilki”. Wystarczy zaledwie kilka sekund, żeby stwierdzić, że postać Czarnego jest dubbingowana przez innego aktora. To właśnie klasyczny przykład, kiedy ewidentnie głos nie zgadza się z twarzą i rodzi się dysonans poznawczy.

***

A skoro już jestem przy Czarnym i Młodych Wilkach to mogę jeszcze rzucić ciekawostką. Jego postać musiała być dubbingowana, ponieważ rolę szefa gangu szczecińskich przemytników zagrał… amerykański aktor Alex Murphy, który w połowie lat 90-tych przebywał w Polsce na tzw. gościnnych występach. To ten sam gość, który w „Kilerze” wcielił się w postać Hectora Sosy kupującego w jednej z pierwszych scen Pałac Kultury i Nauki.

– Cena jest taka ogromna pod jednym warunkiem – że to będzie cash.

***

Podobny dysonans odczuwam w przypadku Ueckermünde. Tutaj również głos nie zgadza mi się z twarzą, ponieważ lądując w samym sercu tego miasteczka – bez mapy – raczej nie zaryzykowałbym twierdzenia, że znajduję się na terenie byłej NRD. I to w jednej z jej najbiedniejszych części. Bardziej obstawiałbym wybrzeże Morza Północnego, ewentualnie jakąś nieodległą z naszej perspektywy południową część Skandynawii. Ueckermünde jest ładne, zadbane, zabytkowe, przesadnie nieskażone plattenbau i posiada mnóstwo atrakcji, jak na miejscowość, która liczy sobie niecałe 8,5 tys. mieszkańców i znajduje się w odludnej okolicy, gdzie na wsiach dachy często pokryte są strzechą.

Ueckermünde to w dosłownym tłumaczeniu na język polski Wkryujście, ponieważ właśnie tutaj Wkra uchodzi do Zalewu Szczecińskiego. To licząca 103 kilometry rzeka, od której pochodzą nazwy m. in. okalającej Szczecin Puszczy Wkrzańskiej oraz słowiańskiego plemienia Wkrzan zamieszkującego te okolice w średniowieczu.

Na meczach w Ueckermünde można strzelić nie tylko piwo. Są też „małpki” (fot. własne).

***

Dzisiaj przepływająca w zasadzie przez samo centrum Wkra kumuluje wokół siebie życie miasteczka. Bo w zasięgu wzroku i ewentualnie spaceru mostem zwodzonym mamy: zadbaną marinę; kutry rybackie, na których można zjeść kultową w Niemczech fischbrötchen; kamienice kameralnej i zadbanej starówki oraz wieżę świetnie zachowanego Zamku Książąt Pomorskich.

Zbieżność nazw z zamkiem w Szczecinie oczywiście nie jest przypadkowa, bo oba miasta przez wieki znajdowały się pod tym samym panowaniem. Zresztą na zamku w Ueckermünde zmarła Anna Jagiellonka, czyli żona księcia Bogusława X uznawanego za najwybitniejszego spośród książąt pomorskich, który mocno rozwinął zarówno Szczecin, jak i cały region. A w samym Szczecinie jego popularność (choć z reguły raczej nieświadomie) nadal utrzymuje się na topowym poziomie, ponieważ jest patronem deptaka w centrum, przy którym znajduje się najwięcej lokali z wódą. Jeden z nich szersza publiczność mogła zobaczyć w nowym hicie HBO, czyli serialu „Odwilż”.

Kawałek dalej – w miejscu, gdzie Wkra już bezpośrednio uchodzi do zalewu – znajduje się jeszcze jedna, większa marina oraz przede wszystkim szeroka, piaszczysta plaża (ok. 800 metrów długości) z pełną infrastrukturą (czyli z dużym parkingiem, wypożyczalnią koszy plażowych, gastronomią, a nawet specjalną strefą wydzieloną dla psów). Plaża w zasadzie niczym nieróżni się od swoich stricte nadmorskich odpowiedników i nie jest to tylko moja opinia, ponieważ Ueckermünde – pomimo położenia tylko nad Zalewem Szczecińskim – od 2013 r. posiada oficjalny status… nadmorskiego kurortu i może używać nazwy Seebad Ueckermünde, co jest równoznaczne ze spełnieniem wielu rygorystycznych kryteriów.

Rynek w Ueckermünde (fot. blog.szczecin.eu (Szczecin Aloud)).

Widać, że Niemcy traktują ten akwen – pomimo tego, że jest wyraźnie zamknięty od północy wyspami Uznam i Wolin – jako integralną część Bałtyku. Coś w rodzaju przybrzeżnej laguny (w folderach reklamowych używa się nawet w kontekście samego miasta nazwy Lagunenstadt), co jest zresztą zgodne ze stanem faktycznym. Dzięki temu w Ueckermünde i okolicach naprawdę można poczuć się jak nad właściwym morzem. Są hotele, kwatery, knajpy i cały ten marynistyczny sznyt. Trochę Niemcom tego zazdroszczę, bo u nas Zalew Szczeciński traktuje się po macoszemu i nie wykorzystuje jego pełnego potencjału turystycznego. Jeśli w kontekście wizyty w Nowym Warpnie albo Trzebieży powiesz, że jedziesz nad morze, to większość osób popuka się głowę. Morze to jest w Mielnie, k*rwa!

***

W Ueckermünde pozytywne wrażenie robi też zagospodarowanie przestrzenne, które chyba najbardziej odbiega od tego, jak wygląda to w innych miastach byłej NRD. Niezniszczona w trakcie działań wojennych starówka jest w zasadzie wolna od modernistycznych plomb i zachowała swój charakter.

Dzięki temu nieliczone bloki znajdują się tylko na peryferiach miasta. Przede wszystkim w dzielnicy Gartenstadt (Miasto ogrodów), która po 1990 r. została poddana gruntownej przebudowie i rewitalizacji. Pustostany wyburzono, stawiając na zieleń i miejsca do wypoczynku. W okolicy znajduje się zresztą naprawdę duże ZOO, które powstało w 1962 r. Zamieszkuje je ok. 400 zwierząt, w tym chociażby lwy. Ponad 10 proc. odwiedzających stanowią Polacy, dlatego wszystkie materiały na miejscu są dostępne w naszym języku. Zresztą część kadry pracującej w ZOO (w tym panie w kasach) to nasi rodacy.

Wydaje się, że pod kątem urbanistycznym w Ueckermünde wszystko jest na swoim miejscu, dlatego trudno się dziwić, że miejscowość swego czasu dostała nagrodę w krajowym konkursie związanym z rewitalizacją miast byłej NRD.

***

Ale jest jedna rzecz na kartach historii, którą ciąży na Ueckermünde. To szpital psychiatryczny, w którym za czasów NRD – delikatnie rzecz ujmując – działy się bardzo nieprzyjemne rzeczy w kwestii leczenia i traktowania pacjentów. W 1993 r., po zjednoczeniu Niemiec, głośny reportaż na ten temat nakręcił dla stacji ARD Ernst Klee. Jego tytuł Die Hölle von Ueckermünde (Piekło w Ueckermünde) jest chyba wystarczająco wymowny.

***

W dzielnicy Gartenstadt – dosłownie po drugiej stronie ulicy prowadzącej wzdłuż ZOO – znajduje się las. A w samym jego sercu zlokalizowany jest urokliwy Waldstadion, czyli po prostu Stadion Leśny, na którym swoje mecze rozgrywa FSV Einheit 1949 Ueckermünde.

fot. własne

Einheit oznacza Jedność. To była jedna z etatowych nazw nadawanych klubom za czasów NRD obok takich klasyków, jak Dynamo (kluby policyjne), Empor, Vorwärts, Stahl, Motor, Rotation czy Chemie.

***

Einheit – za czasów NRD – dwukrotnie otarł się o awans na zaplecze DDR-Oberligi, ale ostatecznie nigdy nie udało mu się zagrać wyżej niż na trzecim poziomie rozgrywkowym. Ale gdyby piłkarze z Ueckermünde radzili sobie na nrdowskich boiskach nieco lepiej, to niewykluczone, że występowaliby pod bardziej renomowaną i oryginalną nazwą np. Max Matern Ueckermünde.

Max Matern był bowiem niemieckim robotnikiem i komunistą, który urodził się w 1903 r. we wsi Berndshof, która dzisiaj jest integralną częścią Ueckermünde. Ci, którzy czytali artykuł poświęcony klubowi Torgelower FC Greif w Piłkarskim przewodniku po byłej NRD na sezon 2021/2022 z pewnością kojarzą jego sylwetkę. Matern był zamieszany w zabójstwo dwóch policjantów w 1931 r. w Berlinie, które było odwetem za represje stosowane wobec niemieckich komunistów i został skazany na karę śmierci (faktycznie za spust pociągnął natomiast m. in. Erich Mielke, czyli późniejszy szef Stasi oraz BFC Dynamo, który wyrok w tej sprawie odsiedział… dopiero w latach 90-tych, już po upadku NRD).

Matern w czasach NRD stał się natomiast bohaterem narodowym, który oddał życie za komunizm. Jego imię nosiły więc szkoły, place, firmy i ulice. Matern – wedle ówczesnych standardów – zasłużył również na to, żeby patronować jakiemuś klubowi piłkarskiemu, ale zespół z Ueckermünde znaczył chyba zbyt mało, więc wybór padł na sąsiadów z oddalonego o 15 kilometrów Torgelow. Miejscowa drużyną w piłkę grała trochę lepiej (pięć sezonów na zapleczu nrdowskiej ekstraklasy), a poza tym była sponsorowana przez miejscową odlewnię, której patronem również był Max Matern. W ten sposób klub nosił nazwę BSG Nord Max Matern Torgelow.

Gießerei-Arena w Torgelow. Gießerei to po polsku odlewnia (fot. własne).

***

Ale już niedługo kluby z Torgelow i Ueckermünde w końcu zaczną jednak pisać wspólną historię. I nie będą do tego potrzebowały żadnych bohaterów z czasów słusznie minionych.

***

Aktualnie Einheit jest czołową drużyną Verbandsligi (szósty poziom rozgrywkowy) i – biorąc pod uwagę – mierny poziom piłkarski w landzie – na pewno jest w czołowej piętnastce, jeśli chodzi o najlepsze drużyny w Meklemburgii-Pomorzu Przednim. Ma też bardzo ładny, kameralny stadion ze sztuczną murawą, który jest kolejnym dowodem na to, że w Ueckermünde naprawdę wiele spraw jest na topowym poziomie.

Głównym elementem obiektu zlokalizowanego w środku lasu jest stara, drewniana trybuna, która ewidentnie została jednak poddana gruntownej renowacji i dzisiaj robi świetne wrażenie. Poza tym na stadionie znajduje się też nowa bieżnia, tablica świetlna i ławki po drugiej stronie boiska. Jest też skromna kasa biletowa i oczywiście – już w trakcie meczów – coś w rodzaju food truck’a. Wszystko bardzo zadbane.

***

Bilet na kwietniowe spotkanie z SV Warnemünde Fußball kosztował 4 euro, co jak na 6. Ligę w Niemczech nie jest przesadnie wygórowaną ceną. Do tego duże piwo za 3 euro i nawet z wurstem w pakiecie można zamknąć całą imprezę w dyszce.

Na uwagę zasługują też same bilety, które nie zostały zamówione z góry na cały sezon, tylko są drukowane bezpośrednio przed każdym spotkaniem i zawierają nazwę, herb przeciwnika oraz datę rozgrywania meczu. To duża wartość kolekcjonerska. Szczególnie że wejściówki są bardzo ładne.

fot. własne

Dokładnie 120 widzów zgromadzonych na trybunach mogło też liczyć na pełną obsługę spikersko-muzyczną.

***

Będący w czubie tabeli gospodarze byli zdecydowanym faworytem meczu z rywalem broniącym się przed spadkiem do 7. Ligi, ale ostatecznie tylko zremisowali 1:1. W drużynie z Ueckermünde gra kilku Polaków. M. in. były zawodnik Pogoni Szczecin oraz Kotwicy Kołobrzeg Tomasz Rydzak i wychowanek Stomilu Olsztyn Rafał Śledź (13 bramek w 18 meczach w tym sezonie).

fot. własne

***

Ale już niedługo FSV Einheit 1949 Ueckermünde najprawdopodobniej… przejdzie do historii, ponieważ jakiś czas temu podjęto decyzję o fuzji z Torgelower FC Greif, której celem jest budowa jednego, silnego zespołu nad Zalewem Szczecińskim.

Torgelower FC Greif – jak już wiecie z Piłkarskiego Przewodnika po byłej NRD na sezon 2021/2022 – to jedna z najsilniejszych drużyn w całym landzie, która od kilku sezonów występuje w Oberlidze, czyli na piątym poziomie rozgrywkowym. Klub opiera się przede wszystkim na polskich piłkarzach, których często w podstawowym składzie jest siedmiu albo ośmiu. Taki model do tej pory świetnie się sprawdzał, a TFC był najsilniejszym klubem – obok Energie Cottbus – w całym pasie granicznym z Polską.

Wszyscy piłkarze w klubie są na kontraktach, a na tym poziomie rozgrywkowym w Polsce nikt zawodnikowi kontraktu nie da […]. Mamy w Szczecinie klubowe auta na potrzeby dojazdów do Torgelow na treningi, mecze czy inne sytuacje, kiedy musimy się pojawić w Niemczech. W czasie treningu dajemy tylko kierownikowi kluczyki i po zajęciach mamy zatankowane do pełna auto, także nikt nie musi się martwić o to, żeby dojeżdżać do klubu własnym samochodem – opowiadał mi przed sezonem obrońca Torgelowera Adrian Skrob.

Pandemia mocno uderzyła jednak w budżet małego klubu, który w 5. lidze mecze wyjazdowe rozgrywa praktycznie na całym terenie północno-wschodnich Niemiec. Do tego w Oberlidze są coraz bardziej restrykcyjne przepisy dotyczące wystawiania młodzieży, co zupełnie nie współgrało z dotychczasową polityką kadrową klubu, który stawiał na doświadczonych zawodników z Polski, bo w regionie po prostu nie ma dobrych młodzieżowców.

fot. własne

Przyszłość zaczęła stawiać coraz więcej znaków zapytania, dlatego zdecydowano się na dość radykalne rozwiązanie, czyli fuzję. Torgelower FC Greif bez większych problemów utrzyma się w 5. Lidze, ale i tak już ogłosił, że… dobrowolnie wycofa się z rozgrywek Oberligi.

Plan A był taki, że już od nowego sezonu połączy się z grającym o poziom niżej, w Verbandslidze (szósty szczebel rozgrywkowy) FSV Einheit 1949 Ueckermünde, ale dzisiaj wiadomo, że to pierwotnie optymalne rozwiązanie nie wypali, ponieważ nowy klub trzeba zarejestrować najpóźniej do 30 maja. A taki proces – ze względów prawnych – trwa nawet kilka miesięcy.

Dlatego wszystko wskazuje na wdrożenie planu B. Einheit rozegra jeszcze jeden sezon pod swoją dotychczasową nazwą w 6. Lidze, a TFC spędzi przejściowy rok w Landesklasse, czyli dobrowolnie poleci z piątego na ósmy poziom rozgrywkowy. W międzyczasie będą dopinane ostatnie szczegóły fuzji, a oba kluby tak naprawdę już teraz zaczną pracować na wspólny rachunek. Niedługo zostanie wyselekcjonowana grupa ponad 20 najlepszych zawodników z obu drużyn, którzy w najbliższych rozgrywkach (2022/2023) stworzą kadrę na 6. Ligę, a do oficjalnego połączenia dojdzie natomiast przed sezonem 2023/2024. Wtedy miejsce TFC w Landesklasse zajmą rezerwy nowego klubu.

Gra w niższej lidze ma pomóc okrzepnąć nowemu projektowi finansowo i organizacyjnie (bliższe wyjazdy, niższy poziom sportowy). Oba kluby od wielu lat blisko współpracowały na poziomie szkolenia młodzieży, ale teraz czeka je już zupełnie nowa rzeczywistość.

Na razie wiele kwestii jest jeszcze owianych tajemnicą. Nie wiadomo, który stadion będzie tym głównym (podobno wykorzystywane mają być oba obiekty), oficjalnie nie została jeszcze potwierdzona nawet nazwa nowego klubu, choć wszystko wskazuje na to, że będzie to FC Uecker-Randow.

Uecker-Randow to nazwa byłego powiatu (do reformy administracyjnej w 2011 r.), w którym znajdowały się obie miejscowości. Randow to druga największa – obok Wkry – rzeka przepływająca przez ten region. Co ciekawe, w nieco bardziej optymistycznym z polskiej perspektywy wariancie branym pod uwagę w 1945 r., to właśnie Randow miała być rzeką graniczną pomiędzy Polską a Niemcami na odcinku od – mniej więcej – Doliny Dolnej Odry do zalewu (Bałtyku).

Nowa nazwa została przez kibiców przyjęta średnio entuzjastycznie i biorąc pod uwagę, że i tak nie uda się zarejestrować nowego klubu przed startem następnego sezonu, to być może ulegnie jeszcze zmianie.

***

Fuzja klubów to w ostatnich tygodniach temat numer jeden w regionie.

Wiem, że w tym sezonie znajdujemy się w czołówce szóstej ligi, ale na dłuższą metę, samodzielnie, nie bylibyśmy w stanie tego utrzymać – przyznaje prezes FSV Einheit Peter Ruhnau w rozmowie z Nordkurierem. Nie mamy zespołu rezerw, nie jesteśmy w stanie wychowywać własnych piłkarzy. Musielibyśmy czerpać albo tylko z rynku polskiego, albo dosłownie kłusować po innych klubach w okolicy. To nie jest właściwa droga. Chcemy utrzymać futbol w regionie przy życiu, dać coś lokalnej społeczności.

Stanowisko spikera na Waldstadion w Ueckermünde (fot. własne).

– Koronawirus i wojna spowodowały wstrząs gospodarczy. Wiadomo, że w naszym regionie jest też niekorzystna sytuacja demograficzna i dosłownie wyrywamy sobie nawzajem wszystkich zdolnych, młodych zawodników. To jest nienormalna sytuacja – dodaje z kolei prezes Torgelowera Dietrich Lehmann.

Czy to koniec polskich zaciągów w obu klubach?

Nie. Polscy zawodnicy, którzy od wielu lat tutaj grają, trenują, pracują i się integrują mają tutaj przyszłość. Bez nich nie ma możliwości, żeby mówić o dobrych wynikach […] Oni będą tutaj zawsze […]. Po prostu chcemy zrezygnować z tych, którzy traktują nasz klub tylko jako stację przesiadkową – tłumaczy Lehmann.

Trudno wyobrazić sobie nowy zespół chociażby bez kapitana Torgelowera FC Greif Marcina Miśty, który gra tam od 2009 r. i pamięta chociażby mecz z HSV w Pucharze Niemiec.

Inna sprawa, że dla części Polaków z TFC szósta liga to zbyt niski poziom. Dlatego niektórzy już mają dogadane kontrakty z nowymi klubami i pozostaną w piątej lidze. Na przykład Adrian Skorb zagra w Tasmanii Berlin, która właśnie spadła z czwartego poziomu rozgrywkowego i przebudowuje zespół.

***

Głosy wśród kibiców obu drużyn są mieszane. Chodzi przede wszystkim o identyfikację z nowym tworem.

– Ludzie muszę zrozumieć, że lokalna piłka nożna na tym wygra. Jeśli do fuzji nie dojdzie, to w Ueckermünde w ogóle nie będzie już drużyny seniorskiej – mówi na łamach Nordkuriera prezes FSV Einheit.

Teraz oba kluby muszą jeszcze zorganizować walne zgromadzenia, na których 2/3 członków musi pozytywnie zaopiniować projekt fuzji, żeby ten oficjalnie wszedł w życie. Ponoć nie będzie z tym problemu.

***

Ciąg dalszy nastąpi...

Dodaj komentarz